Nasza historia

Łyczek historii o internacie…

Internat przy ulicy Goldhammera 8 istnieje od roku 1945 i został utworzony przy ówczesnym Czteroletnim Żeńskim Gimnazjum Krawieckim i Miejskim Liceum Odzieżowym pod kierunkiem Pani dyrektor Marii Gucwy. „ Przez wiele lat internat zamieszkiwały jedynie dziewczęta ale w związku z wprowadzeniem do szkoły nowych specjalności – stolarza i hydraulika i elektryka – w internacie pojawiają się chłopcy, stanowiąc 1/5 ogółu mieszkańców. Długie lata w 5 salach sypialnianych mieszka ponad 100 wychowanków, uczniów tejże szkoły. Obok pokoi mieszkalnych w budynku mieści się służbowe mieszkanie kierownika, pokój wychowawców, kancelaria kierownika i intendenta. Na korytarzach bądź w auli odbywają się – modne w tych latach – poranne i wieczorne apele, wspólna nauka własna pod czujnym okiem wychowawców oraz internatowe uroczystości. Modernizacja bazy szkolnej pozwoliła na wykorzystanie przewiązki piwnic internatu. Urządzono tu klub pod nazwą „Zakątek” w którym wychowankowie spędzają wiele czasu(…) Pod wpływem zmian polityczno  i społeczno – gospodarczych życie w internacie również zmieniało się. Bez względu jednak na priorytety zawsze na pierwszym miejscu stawiano dobro wychowanka. Troszczono się, aby osiągał jak najlepsze wyniki w nauce, uczył się był odpowiedzialnym i obowiązkowym”

/ Tekst pochodzi z pozycji książkowej „ WCZORAJ I DZIŚ Internatu Zespołu Szkół Odzieżowych im. Jana Szczepanika w Tarnowie” autorstwa pani Bożeny Gieniec, udostępnionych przez pana Janusz Kulinga za zgodą autorki./

KIEROWNICY:
Hołyst Helena 1945 – 1955
Czernoch Karolina 1955 – 1957
Rzepa Anna 1957 – 1960
Dereń Bolesław 1960 – 1963
Jaworski Stanisław 1963 – 1972
Lewanderski Julian 1972 – 1985
Kuling Janusz  1985 – 2013
Kuta Aneta  2013

Z wywiadu przeprowadzonego przez panią Gieniec  z ówczesnym kierownikiem Lewanderskim  dowiadujemy się, iż w opisywanym okresie czasu na internat składało się pięć dużych sal, a w każdej z nich umieszczone było dwadzieścia dużych, metalowych łóżek i  dwie trzy – drzwiowe szafy oraz jedna ośmioosobowa sala – dla „wybrańców” (czyt. VIP-ówJ) Zeszyty i książki uczniowie przechowywali w specjalnych ławkach z podnoszonymi blatami, z których korzystali podczas wspólnej nauki własnej.

Nie sposób  – opisując historię internatu nie sposób nie zacytować słów kierownika Lewadnerskiego:
„ Nie uważam, że dzisiejsza młodzież jest zła, ale tamta, była o wiele lepsza. Oni naprawdę czuli się jak u siebie w domu. W mig usuwali wszystkie usterki, dbali o porządek. Kontrolujący nas Sanepid nie mógł wyjść z podziwu, że w takich warunkach mamy porządek – w szafach wszystko ułożone w kancik, parkiet się błyszczał, mimo, że nie mieliśmy froterek elektrycznych. A przecież młodzież odpowiadała również za porządek na korytarzach, w łazienkach i na jadalni – do sprzątającej należała tylko klatka schodowa. Za porządek w pokojach odpowiadali wszyscy, a za całą resztę dyżurny (…) – byli i tacy, którzy dużo i chętnie robili, byle się nie uczyć. Byli tacy, którzy stwarzali problemy, ale z takimi radziliśmy sobie. Były karne dyżury, zakaz wyjścia poza internat, wzywano rodziców, a ostatecznym rozwiązaniem – takie też się zdarzały – było usunięcie z internatu(…)

Były dyżury w kuchni np. do obierania zimniaków – dziś robią to praktykanci bądź same kucharki.
No i jeszcze coś, czego dzisiaj nie ma – zakupy z pobliskich sklepów przywoziła intendentka wraz z młodzieżą nie samochodem, jak dzisiaj – na metalowym wózku i to bez względu na pogodę(…)

/j. w,/

Jako wychowawca internatu nie mogę przejść obojętnie obok słów Pani Gieniec dotyczących bezpośrednio naszej pracy:
Każdy, kto choć odrobinę słyszał na temat pracy wychowawcy internatu, doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że jego umiejętności powinny być wszechstronne. W bezpośrednich kontaktach z  wychowankiem jest on bowiem nie tylko pedagogiem i wychowawcą  – to tylko margines jego pracy, jakże często jest także pielęgniarką, lekarzem, psychologiem, bankiem udzielającym zprocentowych pożyczek, a przede wszystkim osobą, na ramieniu której można się wypłakać. Osobą, która jak matka pogładzi po głowie, przytuli, pocieszy i doradzi. Jeśli przy okazji potrafi przymknąć oko na eszkodliwe wybryki swoich podopiecznych, zapewnić im godziwą rozgrywkę i pomóc w odnalezieniu ukrytych, czasem bardzo głęboko zdolności, wykorzystać je i rozwijać, potrafi uczynić ich wrażliwymi na cudzą krzywdę to mamy do czynienia z idealnym wychowawcą. Spod ręki takich wychowawców w świat pójdą wartościowi ludzie…” /j. w./

 

Serdeczne podziękowania dla Pani Bożeny Gieniec za udostępnienie pracy i zgodę na jej cytowanie.

Aneta Kuta